Klasyczna fasolka po bretońsku

Staram się za bardzo nie kombinować w kuchni. Czasami zdarza mi się również ugotować coś domowego, babcinego, klasycznego. Taką potrawą jest fasolka po bretońsku, którą od wielu lat robię według tego samego przepisu. Oczywiście, najbardziej smakuje parę dni po ugotowaniu, a także po zamrożeniu i rozmrożeniu po dłuższym czasie. Najlepsza na jesienne i zimowe popracowe posiłki. Może ktoś się jednak skusi teraz? 


Składniki:
500 g fasoli Jaś
2 długie ulubione kiełbasy
1 duża cebula
3 ząbki czosnku 
pół słoiczka koncentratu pomidorowego
1 czubata łyżeczka majeranku 
1 płaska łyżeczka słodkiej papryki w proszku
2 duże liście laurowe
3 ziela angielskie
pół łyżeczki cukru (opcjonalnie)
pieprz
sól
olej rzepakowy
(przepis na 4 porcje)

Fasolę namaczamy na noc w wodzie, wody wlewamy jakieś 10 cm ponad fasolę. Na drugi dzień całość gotujemy (w tej samej wodzie) pod przykryciem, z dodatkiem liści laurowych i ziela angielskiego, ok 1,5 h - do miękkości. W razie potrzeby, można dolać wody. Sukcesywnie usuwamy szumowiny z powierzchni. Podsmażone na patelni plasterki kiełbasy, podsmażoną pokrojoną w kostkę cebulę i rozdrobniony czosnek, wrzucamy do garnka z fasolką. Dodajemy resztę przypraw i koncentrat. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem kolejną godzinę. Jeżeli sosu będzie za mało, można dodać trochę wody, jeżeli za dużo, można zredukować go poprzez gotowanie bez pokrywki. Fasolkę po bretońsku zawsze robię z podwójnej ilości składników i zamrażam w mniejszych porcjach. Do fasolki można dodać także boczek wędzony, ja robię to bardzo sporadycznie.  

Komentarze

Prześlij komentarz