7 sierpnia 2014

Porzeczkówka

Moja ulubiona nalewka. Najlepsza! Przepis wrzucam już dziś, ponieważ sezon porzeczkowy się już kończy, a naprawdę warto ją zrobić. Dobra będzie w okolicach grudnia, ale jak wtedy wrzuciłabym przepis, chyba zostałabym zlinczowana. Sposób wykonania identyczny jak w aroniówce. Do baniaka wrzuciłam jednak inne dobroci niż wanilię. Nastawiłam wczoraj coś jeszcze, ale o tym napiszę za jakieś dwa tygodnie.
Małe sprostowanie. Przepis jest dość stary, więc każde nowe uwagi są w cenie. Dziś dostałam info, że przecedzone owoce można jeszcze zasypać cukrem lub zalać miodem, będzie z tego dodatkowa porcja trunku. Ja tego nie robię, bo nie przepadam za słodkimi nalewkami. My od jakiegoś czasu zalewamy owoce, dodatkową niewielką ilością wódki. 




Składniki:
5 kg czarnej porzeczki
3 litry spirytusu
1,5 - 2 litry wody przegotowanej lub źródlanej
płynny miód
dodatki: laski wanilii, laski cynamonu, goździki, imbir, suszone śliwki, rodzynki, suszone żurawiny - wg uznania

Umyte i oczyszczone owoce zalewamy spirytusem i wodą (zacznijcie od 1,5 l wody, zawsze zdążycie później dolać więcej, jak będzie taka potrzeba). Do baniaka, w którym znajdują się owoce, dorzucamy dodatki. Ja dodałam tym razem 10 goździków i 2 laski cynamonu..
Po 4 tygodniach odcedzamy, owoców nie wyrzucamy (info w tekście nad zdjęciem), dodajemy do baniaka na początek 200 g miodu, mieszamy, zostawiamy na tydzień, znowu 200 g miodu, próbujecie czy nalewka jest dla Was wystarczająco słodka, jak nie, znowu miód, mieszamy - i tak do oporu. Nalewka będzie dobra już po miesiącu (od ostatniego słodzenia), ale przetrzymajcie ją dłużej, będzie lepsza. Ja poczekam z konsumpcją do grudnia (nie no, żartuję :)).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz