3 kwietnia 2016

Gomasio (sól sezamowa)

Dziś na śniadanie było praktycznie wszystko to, co znalazłam w lodówce. Dokopałam się między innymi do zielonego ogórka. Przypomniało mi się, że jakiś czas temu miałam okazję jeść takiego ogórasa razem z posypką. Ta posypka to było siemię lniane, prażony sezam i sól. Jest to kolejne odkrycie, które ukradłam mojej rodzinie z Dolnego Śląska. Tak jak kiedyś Wam pisałam, rodzina W jest dla mnie dużym autorytetem, jeżeli chodzi o gotowanie, są naprawdę mistrzami. Wracając jednak do samego przepisu, wyszperałam go dzisiaj w internecie. Okazało się, że jest to tzw. sól sezamowa, japońskie cudo. Oryginał składa się prawdopodobnie z samej soli i sezamu. Siemię lniane to tylko dodatek, myślę, że można zastąpić go innymi dobrociami. My dziś np. wymyślił dodanie czarnuszki. Na pewno kiedyś pokombinuję, może gomasio z czarnego sezamu i czarnuszki właśnie. Na razie nie miałam okazji jeść tej soli z czymś innym niż ogórek. Powoli zbliża się jednak sezon warzywny, więc trzeba będzie popróbować. Pomidory? Prosta sałatka albo surówka? Ryby albo mięso z grilla, marynowane w sosie sojowym? Zobaczymy. 


Składniki:
pół szklanki ziaren sezamu
pół szklanki siemienia lnianego
1 łyżka soli morskiej (lub więcej)

Wszystkie składniki (sól także) prażymy na patelni, do zrumienienia sezamu, często mieszając. Co do soli, ilość właściwie dowolna, nie chciałam przesadzić z ilością na pierwszy strzał. Zawartość patelni studzimy i ucieramy w moździerzu, zdecydowanie nie na jednolity proszek, dobrze jest czuć kawałki siemienia i sezamu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz